Tag: dziecko

  • Wdrażanie zmian

    Dziś rozpoczynam proces wdrażania zmian – tych, o których pisałem wcześniej, a także tych, które noszę od dłuższego czasu w głowie… lub w notatkach. 😉

    Przede wszystkim postanowiłem zmienić priorytety i w pierwszej kolejności zadbać o zdrowie i lepsze samopoczucie. Z uwagi na to, że aktywność fizyczna przychodzi mi z wielkim trudem, dziś rozpocząłem od „rozgrzewki” w postaci składania klocków Lego w pokoju Syna, na podłodze (dywanie). Nie był to jednak „krótki trening”, gdyż spędziłem na tym większość dnia – ok. 12 godzin. I muszę przyznać, że nawet takie zajęcie to spory wysiłek dla mnie, co tylko potwierdza, jak bardzo nie w formie jestem… Bolą mnie plecy, kark, ręce. Podczas składania co chwilę musiałem zmieniać pozycję. Ciekawe, czy jutro będę miał zakwasy. 😛

    Zauważyłem przy tym, że takie schylanie się przez dłuższy czas pobudza perystaltykę i działa ogólnie na ciało trochę jak joga… Generalnie bardzo mi się to podoba! 🙂 I potwierdziłem sobie powyższym, że pracę nad kondycją muszę zacząć małymi kroczkami, bo moje ciało kompletnie nie jest przyzwyczajone do wysiłku oraz do innych pozycji niż siedząca (na fotelu czy krześle) i leżąca.

    Przy okazji dodam, że rano waga pokazała 100,1 kg i tę wartość potraktuję jako wyjściową. Doświadczenie ostatnich miesięcy wskazuje, iż może ona nagle wzrosnąć do nawet 101,5 kg, a potem wciągu kilku dni spaść do 99,5 kg. Jednak do stałego monitoringu zmian przyjmuję 100 kg jako moją wagę bazową.

    Wracając do klocków – jest też inny, o wiele ważniejszy wymiar i znaczenie dzisiejszego dnia, a mianowicie do składania dołączył mój Syn i dzięki temu razem spędziliśmy kilka bezcennych godzin na wspólnej aktywności. Nie ma nic wspanialszego na świecie, niż pozytywny czas z dzieckiem. Serio! 😀

    I zamykając temat Lego na dziś dodam tylko, że jutro planujemy dokończyć odbudowywanie zgodnie z instrukcją ostatniego zestawu po to, aby następnie wysprzątać gruntownie pokój i w przyszłym tygodniu rozpocząć aranżację miasta Lego City. 🙂

    Dzisiaj też założyłem podstronę zatytułowaną „Dziennik”, na której zamierzam odnotowywać najważniejsze wydarzenia, fakty lub przemyślenia do późniejszego podzielenia się… W trochę innym stylu niż na blogu, który zresztą planuję przemienić głównie w źródło informacji o nowościach w Projekcie i odsyłać z niego do konkretnych miejsc na stronie.

    Chciałem jeszcze dużo napisać, ale zrobiło się późno i mój mózg przestaje już kontaktować. 😉

    Dobrej nocy i do zobaczenia. 🙂

  • Poczucie własnej wartości

    Projekt – projektem, inne rzeczy też są ważne… ale najważniejsi są ludzie. Dlatego dzisiejszy wpis będzie o naturze ludzkiej – jeśli tak to można określić…

    Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad tym, jak mógłbym zwiększyć poczucie własnej wartości u mojego Syna. Od jego urodzenia starałem się być wspierającym Tatą… Tatą, który chwali, docenia, zachwyca się choćby najmniejszymi postępami czy osiągnięciami (a czasem nawet ich brakiem). Niestety, często zauważałem, że moje postępowanie nie wzmacnia jego pewności siebie, nie podnosi jego samooceny czy poczucia własnej wartości właśnie.

    Zacząłem szukać informacji na ten temat oraz pomysłów na to, co mógłbym zrobić, aby wesprzeć ten obszar u mojego Dziecka. Co najciekawsze – okazało się, że wcale nie musiałem sięgać do zewnętrznych źródeł, a „wystarczyło” porozmawiać z samym zainteresowanym. Jak odkryłem tę prawdę?

    Kilka dni temu mój Syn zmagał się z pewnym wyzwaniem manualnym (odklejeniem warstwy ochronnej z naklejki wykonanej w sposób nieprzemyślany/niepraktyczny). Po kilku minutach jego zmagań postanowiłem zaproponować pomoc, ale przypomniawszy sobie tekst o źródłach własnej wartości postąpiłem inaczej niż dotąd.

    Usiadłem przy Synu i powiedziałem mu, że podziwiam jego cierpliwość i podejmowane starania w samodzielnym odklejeniu naklejki. Dodałem, że dotychczas starałem się zawsze być dla niego pomocnym, bo chciałem, żeby czuł się kochany, żeby wiedział, że może liczyć na mnie i na moje wsparcie, ale spowodowało to, że on sam nie wierzy w siebie i własne umiejętności, dlatego… I w tym momencie mój pierworodny przerwał mi i powiedział:

    „Wiem, Tato, ale żeby uwierzyć w siebie to muszę sam to zrobić”.

    I tym jednym zdaniem mój ukochany 6-latek „rozłożył mnie na łopatki”. Nie musiałem daleko szukać odpowiedzi, bo on sam jest na tyle samoświadomy, że zdaje sobie sprawę, że aby mieć wyższe poczucie własnej wartości to samodzielnie musi przezwyciężać trudności i osiągać swoje osobiste sukcesy. W tym samym momencie zrozumiałem (dobrze, że po 6, a nie po 16 latach czy nigdy 😉 ), że moim zadaniem jako rodzica jest nabieranie umiejętności w zdrowym „wycofywaniu się” i pozwalaniu mojemu Dziecku na działanie zgodne z jego własnym tempem, umiejętnościami, mocnymi stronami i ograniczeniami. 🙂

    Na zakończenie życzę Dzieciom mądrych i wspierających rozsądnie Rodziców, a Rodzicom dużo miłości i uważności w wychowywaniu Dzieci. 🙂 Temat nie jest prosty – nikt do urodzonego dziecka nie dołącza „instrukcji obsługi”. 😉 Ale nie ma też chyba niczego ważniejszego i piękniejszego niż troska o rozwój drugiego człowieka i to od najmłodszych lat oraz radość z efektów. 🙂