Tag: kryzys

  • 03.03.2026: Kryzys

    Jestem szczęśliwy. Dlaczego? Bo czuję się nieszczęśliwy. Jak to? Ano tak to, że szczególnie teraz czuję się w 100% człowiekiem – zwykłym-niezwykłym, obciążonym, z trudnościami, przeżywającym… niepewnym kolejnych miesięcy…

    Jest to idealny moment, żeby zacząć moją opowieść… Miała być ona opisem „drogi do sukcesu”, ale na dzień dzisiejszy wszystko stoi pod znakiem zapytania… Albo się uda zrealizować plany, albo się nie uda. Ale jestem gotowy podjąć ryzyko i tak, jak kiedyś zaufałem Bogu i Jemu zawierzyłem moje życie, wyruszając w nieznane, tak teraz wypływam na niezbadane wody „w świetle” Internetu – szczerze i otwarcie dzieląc się przeżyciami, przemyśleniami, zmaganiami… i z wewnętrzną zgodą na to, że nawet jeśli niczego nie uda mi się osiągnąć to chociaż być może przynajmniej moja bolesna lekcja potencjalnie okaże się przestrogą dla kogoś.

    Choć mam cichą nadzieję, że jednak uda mi się stworzyć coś pozytywnego… 😉

    A mój dzisiejszy fatalny nastrój (smutek, przygnębienie, zwątpienie, zniechęcenie przeradzające się w zobojętnienie) mógł mieć różne podłoża, choć najbardziej prawdopodobnym i znaczącym może być fakt, iż wczoraj ostatni posiłek zjadłem wyjątkowo wcześnie jak na mnie, a w ogóle to od kilku tygodni walczę z pokusami i sukcesywnie staram się poprawiać moje nawyki żywieniowe. I tak rezygnuję ze smakołyków dających poczucie szczęścia czy z dużych posiłków dających przyjemne uczucie nasycenia.

    Poza tym wczorajszego wieczoru mój kochany Syn dał „popis” zachowania niewpisującego się w moje „standardy” ;-), a dziś od rana kontynuował „ćwiczenie cierpliwości” Taty. 😉

    Na domiar wszystkiego 2 banki odrzuciły moje łącznie 3 wnioski o kredyt gotówkowy, co nie tylko mnie zaskoczyło, ale też wymusi zmianę podejścia do finansów oraz wprowadzenie „dyscypliny budżetowej”, a także będzie więcej kosztowało z powodu potrzeby skorzystania z alternatywnej, droższej formy finansowania… Ehhh, ale tak po prawdzie to sam jestem winien tej sytuacji, bo w ostatnich tygodniach/miesiącach wydałem (zbyt) dużo pieniędzy, choć gdzieś tam z tyłu głowy liczyłem się z prawdopodobieństwem mniej pozytywnego scenariusza. 😉