Tag: otwartość

  • Decyzja

    Jak mówi Pan Marcin Gajda: „tylko decyzje zmieniają życie”.

    Ja właśnie podjąłem decyzję, że… „biorę się za siebie”! 😀

    I mam tu na myśli nie kwestie związane z Projektem, psychiką (choć po trosze też 😉 ), duchowością, relacjami czy pracą zawodową lub hobbystyczną, a w 100% ze zdrowiem i kondycją

    Nie, z wyglądem nie – bo na to już za późno. 😉

    Od wielu, wielu lat skupiałem się na rozwoju intelektu, wnętrza, „kariery” (choć w moim przypadku to zbyt duże słowo), a zaniedbywałem zdrowie i „tężyznę fizyczną”. Nie uprawiałem żadnego sportu (nawet na rowerze przestałem jeździć). Przez 5 lat pracowałem w 99,9% zdalnie z domu, a od powrotu do biura nie mogę oderwać się od dojeżdżania tam autem. Dziecko dawno wyrosło z drzemek w wózku i już nawet nie mam naszych cotygodniowych kilkugodzinnych spacerów…

    Brzuch urósł, waga wzrosła, a brodę mam nie jedną, a trzy, a nawet cztery… 😛

    Ostatnimi czasy czuję się też ociężały, zesztywniały/nierozciągnięty, spowolniony i nieatrakcyjny (choć kochana Żona stara się tego nie okazywać… za bardzo 😉 )…

    Tak więc nadszedł w końcu ten dzień (dziś), że postanawiam rozpocząć podejmowanie aktywności ruchowej i w perspektywie kolejnych miesięcy schudnąć…

    Na czym stoimy i jaki jest konkretnie cel?

    Moja waga najczęściej waha się pomiędzy 100 a 101 kg. Przy 170 cm wzrostu daje to BMI blisko 35, a niejednokrotnie zdarzało mi się tę wartość przekraczać. Na drążku nie jestem w stanie podciągnąć się ani razu, pompek zrobię 3-5 (jedną serię – później „umieram” 😛 ). Tak więc nie ma na co czekać, lata lecą, kilogramy nie spadają, i nic się samo nie zrobi – ZACZYNAMY! 😀

    Celem jest zejście z wagą do stabilnych 95 kg (94,5-95,5 kg) wciągu 6 miesięcy, a kolejnym etapem osiągnięcie 90 kg w 12 miesięcy. Do tego wzmocnienie mięśni szczególnie rąk, aby móc chociaż kilkukrotnie się podciągnąć.

    Dlaczego o tym piszę w tym miejscu? Bo od dawna zmagam się z niską motywacją do aktywności fizycznej i pomyślałem, że jeśli uzewnętrznię się to zwiększę moje szanse na sukces – „żeby wstydu nie było”. 😉

    A swoją drogą to od małego chłopaka uwielbiam obserwowanie zmian i dokumentowanie postępów, więc może docelowo uda się stworzyć jakiś motywujący materiał na stronę z moich wysiłków. 🙂

    Powodzenia w Waszych wyzwaniach, postanowieniach, zmaganiach. Damy radę! 🙂

  • Finanse – aktualizacja

    W tym miesiącu (kwiecień 2026 r.) spłaciłem ostatnią, 20-tą ratę kredytu wziętego na zakup sprzętu fotograficznego. Jednocześnie postanowiłem przyspieszyć zamknięcie kredytu na sprzęt nagłaśniający i wpłaciłem przed czasem dwie ostatnie raty. Dzięki temu od przyszłego miesiąca w moim budżecie pozostanie ponad tysiąc złotych, które przeznaczę na regulowanie pozostałych należności – w łącznej wysokości 100 tys. zł z małą górką…

    Kilka dni temu udało mi się również sprzedać pewną rzecz i uzyskać przychód, na który bardzo liczyłem kilka miesięcy temu. Pozyskane w ten sposób środki przeznaczyłem na częściową spłatę salda na karcie kredytowej oraz… nowe inwestycje – głównie w sprzęt fotograficzny, choć znalazło się trochę „przestrzeni” na przyjemności w postaci kilku książek Agathy Christie do mojej kolekcji, a także kilkunastu płyt CD z muzyką głównie sprzed wielu lat. 🙂

    Przyjemnego weekendu i do przeczytania w maju! 🙂

  • Poczucie własnej wartości

    Projekt – projektem, inne rzeczy też są ważne… ale najważniejsi są ludzie. Dlatego dzisiejszy wpis będzie o naturze ludzkiej – jeśli tak to można określić…

    Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad tym, jak mógłbym zwiększyć poczucie własnej wartości u mojego Syna. Od jego urodzenia starałem się być wspierającym Tatą… Tatą, który chwali, docenia, zachwyca się choćby najmniejszymi postępami czy osiągnięciami (a czasem nawet ich brakiem). Niestety, często zauważałem, że moje postępowanie nie wzmacnia jego pewności siebie, nie podnosi jego samooceny czy poczucia własnej wartości właśnie.

    Zacząłem szukać informacji na ten temat oraz pomysłów na to, co mógłbym zrobić, aby wesprzeć ten obszar u mojego Dziecka. Co najciekawsze – okazało się, że wcale nie musiałem sięgać do zewnętrznych źródeł, a „wystarczyło” porozmawiać z samym zainteresowanym. Jak odkryłem tę prawdę?

    Kilka dni temu mój Syn zmagał się z pewnym wyzwaniem manualnym (odklejeniem warstwy ochronnej z naklejki wykonanej w sposób nieprzemyślany/niepraktyczny). Po kilku minutach jego zmagań postanowiłem zaproponować pomoc, ale przypomniawszy sobie tekst o źródłach własnej wartości postąpiłem inaczej niż dotąd.

    Usiadłem przy Synu i powiedziałem mu, że podziwiam jego cierpliwość i podejmowane starania w samodzielnym odklejeniu naklejki. Dodałem, że dotychczas starałem się zawsze być dla niego pomocnym, bo chciałem, żeby czuł się kochany, żeby wiedział, że może liczyć na mnie i na moje wsparcie, ale spowodowało to, że on sam nie wierzy w siebie i własne umiejętności, dlatego… I w tym momencie mój pierworodny przerwał mi i powiedział:

    „Wiem, Tato, ale żeby uwierzyć w siebie to muszę sam to zrobić”.

    I tym jednym zdaniem mój ukochany 6-latek „rozłożył mnie na łopatki”. Nie musiałem daleko szukać odpowiedzi, bo on sam jest na tyle samoświadomy, że zdaje sobie sprawę, że aby mieć wyższe poczucie własnej wartości to samodzielnie musi przezwyciężać trudności i osiągać swoje osobiste sukcesy. W tym samym momencie zrozumiałem (dobrze, że po 6, a nie po 16 latach czy nigdy 😉 ), że moim zadaniem jako rodzica jest nabieranie umiejętności w zdrowym „wycofywaniu się” i pozwalaniu mojemu Dziecku na działanie zgodne z jego własnym tempem, umiejętnościami, mocnymi stronami i ograniczeniami. 🙂

    Na zakończenie życzę Dzieciom mądrych i wspierających rozsądnie Rodziców, a Rodzicom dużo miłości i uważności w wychowywaniu Dzieci. 🙂 Temat nie jest prosty – nikt do urodzonego dziecka nie dołącza „instrukcji obsługi”. 😉 Ale nie ma też chyba niczego ważniejszego i piękniejszego niż troska o rozwój drugiego człowieka i to od najmłodszych lat oraz radość z efektów. 🙂

  • Przestroga obiecana

    Cześć! 🙂

    We wpisie „Jeden krok w przód, dwa kroki w tył” sprzed ponad miesiąca wspomniałem o błędzie, który popełniłem w obszarze mediów społecznościowych, i „obiecałem”, że wrócę do tego tematu i podzielę się szczegółami.

    Tak więc wracam, żeby przekazać, iż problemu nie udało się rozwiązać i chyba musi zostać tak, jak jest… Ale napiszę Wam, co źle/nierozważnie zrobiłem i jakie są tego konsekwencje ku przestrodze… Bądźcie mądrzejsi! 😉

    Otóż, kiedy w ubiegłym roku wpadłem na pomysł stworzenia „Heaven’s Projects” i wymyśliłem – jak wierzę z Bożą pomocą 🙂 – tę nazwę to postanowiłem sprawdzić, czy nikt jej jeszcze nie używa. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że nikt. 🙂 Natrafiłem co prawda na kilka podobnie brzmiących inicjatyw, ale tej konkretnej formy jeszcze nigdzie nie wykorzystywano. W związku z powyższym zarejestrowałem domenę Heavens-Projects.com oraz postanowiłem zbadać platformy społecznościowe (również te, z którymi nigdy wcześniej nie miałem do czynienia).

    Zacząłem od Facebooka, który towarzyszy mi w życiu prywatnym od kilkunastu lat i to właśnie na nim narobiłem niepotrzebne zamieszanie, które kosztuje mnie – najprawdopodobniej bezpowrotną – utratę idealnej nazwy użytkownika, czyli heavens.projects oraz alternatywnej projects4heaven. Tak, obu kluczowych dla mnie nazw pozbawiłem się jednocześnie! 😮

    Nie pamiętam już, czy początkowo korzystałem z aplikacji na smartfonie czy z przeglądarkowej wersji na komputerze, ale nie dostrzegłem opcji „Utwórz stronę”. Informacje znalezione w Internecie potwierdziły mi (nieprawdziwie), że FB nie umożliwia już zakładania nowych stron osobom prywatnym (nieposiadającym firmy), więc kliknąłem w „Dodaj konto”* i wpisałem nazwę heavens.projects. Byłem przeszczęśliwy! 😉 Z pozostałymi platformami poszło mi równie sprawnie, choć na jednej z nich z powodu przekroczenia limitu znaków musiałem użyć wersji alternatywnej mojej nazwy, ale generalnie byłem bardzo zadowolony. 🙂

    Co więcej – mój entuzjazm był tak duży, że siłą rozpędu złożyłem wniosek do Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej o udzielenie prawa ochronnego na znak towarowy (o czym też niedawno wspominałem na blogu).

    Wracając do meritum – jakiś czas później dowiedziałem się, że Facebook jednak nadal pozwala osobom fizycznym bez zarejestrowanej działalności gospodarczej zakładać własne strony. Pojawił się jednak problem, bo najlepszą nazwę użytkownika dla mnie już „zużyłem” na drugie konto… Co więc zrobiłem? Oczywiście zmieniłem nazwę konta na alternatywną nazwę i szybko spróbowałem ją ustawić na stronie, ale tu spotkało mnie olbrzymie rozczarowanie – nazwa była już niedostępna. Z komunikatów, które wyświetlił FB, wynikało, że zastosowałem niedozwolone znaki, co potwierdziło z całą pewnością AI… Zmieniłem więc alternatywną nazwę (niezawierającą niedozwolonych znaków) na dodatkowym koncie na jakąś roboczą, chcąc użyć jej na stronie… I pewnie domyślacie się już, co się stało – nie mogłem jej wykorzystać ponownie… Tym samym utraciłem dwie unikalne i absolutnie najlepsze nazwy związane z moim Projektem.**

    AI oczywiście grzecznie przeprosiło, że wprowadziło mnie w błąd i próbowało „pocieszyć”, że czasami Facebook „uwalnia” zablokowane nazwy i że może kiedyś to nastąpi – choć zastrzegło, że szanse są minimalne. Po takim mocnym zderzeniu z rzeczywistością nie przyniosło ukojenia przypuszczenie, że może to nastąpić po 24 lub 48 godzinach… lub po 7 dniach… lub kilku miesiącach, kilku latach… lub nigdy. Przez ponad miesiąc co jakiś czas sprawdzałem, czy moje nazwy wróciły „do puli”, ale niestety – nic się nie zmieniło. Straciłem więc nadzieję w tym temacie i poradziłem sobie inaczej, tworząc kolejne alternatywne nazwy dedykowane Facebookowi…

    I to już koniec mojej „historii”… Doświadczenie bolesne, ale jest już za mną.

    Pisząc powyższe mam nadzieję, że ten tekst może chociaż jedną osobę ustrzeże przed popełnieniem takiego samego błędu, skutkującego zablokowaniem wymarzonej nazwy użytkownika w mediach społecznościowych być może na zawsze…

    Bezpiecznego tworzenia, powodzenia! 🙂

    * Zgodnie z moją wiedzą na dzień dzisiejszy – Facebook umożliwia osobom fizycznym posiadającym prywatne konto (które powinno określać prawdziwą tożsamość – zawierać imię i nazwisko), założenie:
    – drugiego konta (jako subkonta do podstawowego) o „dowolnej” nazwie,
    – a także strony – przypominającej bardziej stronę firmową niż prywatny profil.
    Nazwa użytkownika” jest czymś innym niż imię i nazwisko czy nazwa strony – jest ona jednocześnie adresem URL (np. facebook.com/nazwauzytkownika).

    ** Po czasie doczytałem w Pomocy na Facebook informację o tym, że nazwy raz użyte mogą zostać zablokowane bezpowrotnie… niestety: po czasie…