Tag: projekt

  • Pokorny krok w tył

    Wczoraj po raz kolejny popełniłem ten sam błąd – wybiegłem zanadto w przyszłość. Napisałem o moich planach, zapominając, że nie wszystko zależy ode mnie. 🙂 Pisałem o moich celach w zakresie kondycji fizycznej, co do realizacji których byłem „przekonany” i zdeterminowany, ale zapomniałem na chwilę o moim bolącym od trzech miesięcy barku, który może skutecznie pokrzyżować moje plany…

    Podobnie zresztą może być ze wszystkimi moimi zamierzeniami, bo któż może być pewny, że za godzinę będzie żył lub jego sytuacja będzie taka sama jak w tej chwili?

    Tak więc, Moi Mili, wybaczcie mi i przyjmijcie sprostowanie – ja bardzo chciałbym schudnąć i diametralnie poprawić moją formę, podobnie jak moim marzeniem jest wspaniale rozwinąć Heaven’s Projects, ale co z Tego wyjdzie? Bóg to wie, więc niech On „zarządza” moją przyszłością bardziej niż ja sam. 🙂

    Błogosławionej niedzieli dla Was! 🙂

    P.S.
    A póki co idę do pokoju Syna kończyć ogarnianie klocków Lego i przygotowywać się do kolejnych wyzwań, które jeśli Bóg da to chętnie zrealizuję… 🙂

  • Wdrażanie zmian

    Dziś rozpoczynam proces wdrażania zmian – tych, o których pisałem wcześniej, a także tych, które noszę od dłuższego czasu w głowie… lub w notatkach. 😉

    Przede wszystkim postanowiłem zmienić priorytety i w pierwszej kolejności zadbać o zdrowie i lepsze samopoczucie. Z uwagi na to, że aktywność fizyczna przychodzi mi z wielkim trudem, dziś rozpocząłem od „rozgrzewki” w postaci składania klocków Lego w pokoju Syna, na podłodze (dywanie). Nie był to jednak „krótki trening”, gdyż spędziłem na tym większość dnia – ok. 12 godzin. I muszę przyznać, że nawet takie zajęcie to spory wysiłek dla mnie, co tylko potwierdza, jak bardzo nie w formie jestem… Bolą mnie plecy, kark, ręce. Podczas składania co chwilę musiałem zmieniać pozycję. Ciekawe, czy jutro będę miał zakwasy. 😛

    Zauważyłem przy tym, że takie schylanie się przez dłuższy czas pobudza perystaltykę i działa ogólnie na ciało trochę jak joga… Generalnie bardzo mi się to podoba! 🙂 I potwierdziłem sobie powyższym, że pracę nad kondycją muszę zacząć małymi kroczkami, bo moje ciało kompletnie nie jest przyzwyczajone do wysiłku oraz do innych pozycji niż siedząca (na fotelu czy krześle) i leżąca.

    Przy okazji dodam, że rano waga pokazała 100,1 kg i tę wartość potraktuję jako wyjściową. Doświadczenie ostatnich miesięcy wskazuje, iż może ona nagle wzrosnąć do nawet 101,5 kg, a potem wciągu kilku dni spaść do 99,5 kg. Jednak do stałego monitoringu zmian przyjmuję 100 kg jako moją wagę bazową.

    Wracając do klocków – jest też inny, o wiele ważniejszy wymiar i znaczenie dzisiejszego dnia, a mianowicie do składania dołączył mój Syn i dzięki temu razem spędziliśmy kilka bezcennych godzin na wspólnej aktywności. Nie ma nic wspanialszego na świecie, niż pozytywny czas z dzieckiem. Serio! 😀

    I zamykając temat Lego na dziś dodam tylko, że jutro planujemy dokończyć odbudowywanie zgodnie z instrukcją ostatniego zestawu po to, aby następnie wysprzątać gruntownie pokój i w przyszłym tygodniu rozpocząć aranżację miasta Lego City. 🙂

    Dzisiaj też założyłem podstronę zatytułowaną „Dziennik”, na której zamierzam odnotowywać najważniejsze wydarzenia, fakty lub przemyślenia do późniejszego podzielenia się… W trochę innym stylu niż na blogu, który zresztą planuję przemienić głównie w źródło informacji o nowościach w Projekcie i odsyłać z niego do konkretnych miejsc na stronie.

    Chciałem jeszcze dużo napisać, ale zrobiło się późno i mój mózg przestaje już kontaktować. 😉

    Dobrej nocy i do zobaczenia. 🙂

  • Pierwszy wpis majowy

    Żyję. I mam się dobrze… 😉

    Piszę, żeby „zameldować” powyższe i przekazać, że Projektu nie porzuciłem…

    Wprost przeciwnie – pracuję nad nim intensywnie w mojej głowie i nie tylko…

    Mam kolejną porcję nowych pomysłów, w tym nieco zmieniających pierwotną koncepcję – do dalszych rozważań i decyzji…

    W ostatnim czasie dokonałem również kilku inwestycji, tj. kupiłem „parę” rzeczy przydatnych przy moich zainteresowaniach (zwłaszcza w obszarze foto), w tym do rozwoju Heaven’s Projects. 🙂

    Dobrego tygodnia dla Was! 😀

  • Finanse – aktualizacja

    W tym miesiącu (kwiecień 2026 r.) spłaciłem ostatnią, 20-tą ratę kredytu wziętego na zakup sprzętu fotograficznego. Jednocześnie postanowiłem przyspieszyć zamknięcie kredytu na sprzęt nagłaśniający i wpłaciłem przed czasem dwie ostatnie raty. Dzięki temu od przyszłego miesiąca w moim budżecie pozostanie ponad tysiąc złotych, które przeznaczę na regulowanie pozostałych należności – w łącznej wysokości 100 tys. zł z małą górką…

    Kilka dni temu udało mi się również sprzedać pewną rzecz i uzyskać przychód, na który bardzo liczyłem kilka miesięcy temu. Pozyskane w ten sposób środki przeznaczyłem na częściową spłatę salda na karcie kredytowej oraz… nowe inwestycje – głównie w sprzęt fotograficzny, choć znalazło się trochę „przestrzeni” na przyjemności w postaci kilku książek Agathy Christie do mojej kolekcji, a także kilkunastu płyt CD z muzyką głównie sprzed wielu lat. 🙂

    Przyjemnego weekendu i do przeczytania w maju! 🙂

  • Zmiana podejścia

    Zrobiłem sobie przerwę. 10 dni bez prac stricte nad Heaven’s Projects. Bardzo dobrze mi to zrobiło! 🙂

    W tym czasie podjąłem próbę nabrania dystansu do Projektu, zmiany sposobu myślenia, a także nauki odpoczywania…

    Albowiem „zapędziłem się w kozi róg” – moje hobby stało się dla mnie „pracą”, a czas wolny poświęcony pasjom zaczął wysysać ze mnie energię, zamiast mi jej dodawać…

    Powiedziałem więc „STOP”!

    I zacząłem „na nowo”, małymi kroczkami, budować siebie i swoją codzienność…

    Myśli i refleksji było dużo, trochę czytałem i rozmawiałem o psychice, o organizacji/podziale czasu, o równowadze pomiędzy pracą, obowiązkami, relacjami i przyjemnościami, jak i również samorozwojem i kontaktem ze samym sobą…

    Spostrzegłem, że nie żyję w „tu i teraz”, a nieustannie wybiegam myślami w przyszłość – rozważając, ile jeszcze mam do zrobienia oraz jakimi drogami będę realizował swoje marzenia i cele, w jakim horyzoncie czasu… To wszystko strasznie mnie wymęczyło, więc postanowiłem przewartościować i przeorganizować moją codzienność… Uwolnić się…

    I co zatem planuję? Nic. 🙂 I o to właśnie chodzi! 🙂

    Kiedyś już byłem w podobnym miejscu/sytuacji i wtedy całe moje życie, wszystkie moje sprawy zawierzyłem Bogu. Teraz próbuję (z)robić dokładnie to samo. W każdej chwili, kiedy tylko sobie o tym przypomnę – nie chcę działać zgodnie z narzuconym sobie harmonogramem, a wybierać spontanicznie, czym zajmę się w danym momencie, na co w tej konkretnej chwili mam ochotę, do czego mnie „ciągnie”…

    To „nawrócenie”, ta zmiana myślenia, wymaga treningu, praktyki. Ale chcę w nim wytrwać i ćwiczyć nowe podejście każdego dnia. 🙂

    Z Bogiem! 🙂